Sobotnie treningi rozpoczęliśmy około 11 od dość długiej rozgrzewki - biegów dookoła Przesieki (Przesieka - Podgórzyn - Przesieka). Prawie dwugodzinne kółeczka dały się we znaki znakomitej większości z nas. Mnie też - właściwie zamiast biegać, zrobiłem marszobieg na dwa okrążenia. Po trzynastej natomiast było zdecydowanie przyjemniej - trening wytrzymałościowy, czyli męczenie podjazdu od kościoła w Sosnówce do brązowej tablicy miejscowości "Karpacz" (na szczycie w... Borowicach), zjazd i tak w kołko do 15:00. Zrobiłem jedną pętlę po wczorajszej trasie i trzy takie podjazdy/zjazdy, czyli tyle, ile większość z nas. Rekordziście udało się zrobić 7 takich podjazdów, z kolei byli i tacy, którym bieganie najwyraźniej odebrało ochotę.
Po obiedzie, podobnie jak wczoraj regeneracja, którą tym razem urozmaicił spacerek. O 18:00 wybraliśmy się na spacer w kierunku Odrodzenia i Dwóch Mostów. Około dwa kilometry od Kalińca dookoła zalegał jeszcze śnieg. Po kolacji natomiast omówiliśmy plan treningów i startów na nowy sezon oraz - co najciekawsze - poznaliśmy nową zawodniczkę Votum Team'u :-)
Z racji ładnej pogody, jaka towarzyszyła nam od południa do zmroku i podobnych prognoz na niedzielę, zrezygnowaliśmy z planu awaryjnego w postaci startu w XC w Brzegu. Plan był taki by startować, jeżeli w Przesiece nie byłoby warunków do rowerowania i trening ograniczylibyśmy tylko do biegania i ewentualnie wyjazdu na basen do JG. Na szczęście na wysokościach przydatnych dla nas śnieg ustąpił.
W piątek w Przesiece w zasadzie kończyła się zima. Asfalty były już czarne, za to teren pokrywał jeszcze śnieg. Topił się szybko - od rana padał tu deszcz.
Z Wrocławia na miejsce dobiliśmy około dwunastej. Po godzinie zaś, już na rowerach, ruszyliśmy w stronę Jeleniej Góry, konkretnie siedziby znanej firmy Quest ;) Cel - przymiarka nowych strojów klubowych.
W drodze powrotnej zdążyło się rozpogodzić, nadeszła więc pora na pierwsze treningi na okrężnej trasie (mniej-więcej) dookoła zbiornika Sosnówka i jego okolic. Najbardziej wytrwali zrobili trzy kółeczka, najmniej - tylko jedno. Mnie osobiście udało się przejechać trasę dwukrotnie.
trasy: I Przesieka - Podgórzyn - Jelenia Góra Podgórzyńska - Wolności - Wojska Polskiego - Wincentego Pola - Wiejska (Quest) - Różyckiego - Mickiewicza - Staniszów - Sosnówka - Podgórzyn CPN II Podgórzyn - Sosnówka - Borowice - Podgórzyn x 2 III Podgórzyn - Przesieka OW Kaliniec
Między obiadem a kolacją nastał czas na należny odpoczynek, wieczór zaś spędziliśmy na omówieniu spraw organizacyjnych.
Najnudniejszy wpis w historii mojej obecności na bikestats ;) Dojazd na parking wrocławskiego Auchana, skąd z trenerem i Olkiem zabrałem się do Przesieki.
Spotkało mnie dziś niemałe zaskoczenie. Wchodzę po powrocie z uczelni na forum naszego teamu, a tam informacja, że w niedzielę z rana jedziemy prosto ze zgrupowania na wyścig XC do Brzegu. Nie wiem co o tym myśleć, bo generalnie na cały sezon nie planowałem żadnych startów w cross country. Ale może to i dobrze. Będzie okazja sprawdzić się na lokalnym, otwartym wyścigu (czyt. przekonać się na własnej skórze, jak to jest dostać dubla). A kto wie, może nawet przeżyję tych 10 okrążeń, a jak się spodoba, odważę się wystartować w maju w Legnicy, o ile wyścig znów się odbędzie?...
Do rzeczy, trasa. Dojazd: Tyniec Mały - Żerniki Małe - Racławice Wielkie. Powrót: odwrotnie. Trasa właściwa: Racławice - Królikowice - Kobierzyce - Chrzanów - Racławice x 3 i na koniec Racławice - Nowiny - Kobierzyce - Żerniki Małe
O 8. rano ruszyłem na tyniecki przystanek PKS, gdzie umówiłem się na spotkanie ze startującymi z Psiego Pola Michałem, Wojtkiem i Olkiem. Chwilę później klubowy wyjazd na powitanie wiosny należało uznać za rozpoczęty. Pojechaliśmy do Sobótki (trasa jak moja z 10.03), a dalej dość interwałową i bardzo widokową drogą przez Strzegomiany, Będkowice i Sulistrowiczki na Przełęcz Tąpadła. Pierwotnie mieliśmy wjechać na szczyt Ślęży, czego zresztą usiłowaliśmy dokonać, okazało się jednak że powyżej 2/3 gruntowego podjazdu drogę pokrywa lód, a wokół (na wysokości ok. 600 m n.p.m.) wciąż leży pełno śniegu... Zawróciliśmy więc na Tąpadła, a po krótkiej przerwie w góralskim barze wróciliśmy przez Wiry do Sobótki. Mile zapamiętam Wiry - piękne, serpentynowe zjazdy a'la Kapella z rekreacyjną prędkością 55 km/h. Trasa wokół Ślęży zresztą też niczego sobie - za sprawą maratonu biegowego (biegacze biegli gdzieś kilka kilometrów za nami) jechaliśmy w zamkniętym ruchu drogowym, mijając oznaczenia kilometrażu i bufety. Na pierwszym obsługa nawet zaprosiła nas na uzupełnienie bidonów - dziękujemy :-) No i te widoki po drodze na Tąpadła i może nie najcieplejsza, ale już typowo wiosenna pogoda... Z Sobótki wróciliśmy tą samą drogą. Najkrócej mówiąc - było super :D
Wyjazd o 16. Pokrążyłem dłuższą chwilę po tynieckich polach, po czym wyjechałem na trasę: Tyniec - Żerniki - Racławice - Chrzanów - Królikowice - Kobierzyce - Chrzanów - Racławice - Tyniec. Od Chrzanowa w kierunku Tyńca walka z silnym wiatrem. Nawet to polubiłem, podobnie jak ostatnio coś przyjemniej mi się podjeżdża, niż zjeżdża.
Powrót z weekendowej wizyty w domu. Rozpoczęty nietypowo, bo trwającą ok. godziny spokojną wycieczką po mieście z Damianem od os. Asnyka przez "Kwadrat", park, Bielany i ścieżkę na Koperniku do starej pętli przy Koskowickiej. Stamtąd już sam pognałem do Tyńca standardową trasą. Na aurę nie narzekam - wiatr w plecy bardzo dużo pomógł, a gęste chmury i deszcz złapały mnie dopiero w Sośnicy. I to tylko na chwilę.
Było szybko, choć tętno i samopoczucie pozwalało na więcej.
Po wczorajszym śnieżnym armagiedonie wróciła na Dolny Śląsk piękna, wiosenna pogoda. Idealna, by wybrać się rowerem do Legnicy. O trasie nie ma co się rozpisywać, przebiegała standardowo. Było natomiast szybko - nawet za szybko. Granice mego miasta przekroczyłem po 2 h i 12 m jazdy. Postanowiłem więc sprezentować sobie mały rozjazd po mieście. Do domu dotarłem w ten sposób przez park, Lasek Złotoryjski, os. Asnyka i pół Tarninowa.
W parku kończył się akurat pierwszy mecz na w pełni otwartym nowym stadionie (na 6,5 tys. osób). Atmosfera bardzo miła - w końcu Miedź wygrała z Zawiszą Bydgoszcz 3:0...
Wskazania pulsometru zaniżone, gdyż zapomniałem go zatrzymać na czas rozjazdu. Czytaj: wiosenne roztargnienie ;-)
Wyjechałem o 12:00 w kierunku Krzyżowic, skąd pomknąłem przez Owsiankę, Pustków Żurawski, Ręków i Solną do Nasławic. Tam odbiłem w lewo na dotąd nieobjeżdżaną trasę. Tak, blisko 4-kilometrowym podjazdem zaczął się na dobre mój dzisiejszy treningowy wypad do Sobótki. Po godzinnej jeździe, na miejscowym dworcu PKS zrobiłem sobie jedyną dziś przerwę na banana, po której ruszyłem pod górę. Dla urozmaicenia trasy asfaltem wdrapałem się na Wieżycę (418 m. n.p.m.) i zjechałem stokiem narciarskim. Okazało się, że było jeszcze dość mokro, więc nie poszalałem... w sumie "aż" 3 km w terenie u podnóża Ślęży.
Wróciłem przez Rogów Sobocki (gdzie naprawiają drogę), Michałowice ^^, Stary Zamek, Ręków i dalej tak, jak przyjechałem. A 7 km od Tyńca stuknął mi tysiąc przejechanych kilometrów w 2009 r. Dla porównania - ubiegłoroczny 1K wypadł 25 marca. Postęp?
kol(ej)arz ;-))
2007 - powrót na rower po 15 latach przerwy.
2008 - pierwszy wyścig, dołączenie do MTB Votum Team Wrocław
2009 - 7 Bike Maratonów na koncie, maraton w Lubinie, no i ukończona na 11 miejscu etapówka :)
2010 - sezon przerwała nieoczekiwana zmiana sytuacji życiowej i dość absorbująca praca. Koniec ścigania
2011 - mała stabilizacja i powrót na rower, pierwszy wyścig po przerwie
2012 - rok "turystyczny", na początku oczekiwana zmiana miejsca pracy, na końcu - równie oczekiwane przeniesienie służbowe i przeprowadzka do Kłodzka :)
2013 - "zadomowienie" w Kotlinie Kłodzkiej, parę ciekawych wycieczek
2014 - rok praktycznie bez roweru
2015 - powrót już chyba na dobre do Wrocławia, kolejny powrót na rower!
Bikestats towarzyszy mnie od pierwszej "współczesnej" jazdy 22.07.2007.
pole rażenia: http://zaliczgmine.pl/users/view/1102