Wpisy archiwalne w kategorii

z OSiR

Dystans całkowity:189.55 km (w terenie 23.59 km; 12.45%)
Czas w ruchu:08:43
Średnia prędkość:17.41 km/h
Liczba aktywności:4
Średnio na aktywność:47.39 km i 2h 54m
Więcej statystyk

Rajd Trzech Jezior

Niedziela, 26 września 2010 · Komentarze(2)
Rajd Trzech Jezior
na legnickie zakończenie sezonu rowerowego

Rowerowy zrobił nam się ten koniec lata. Impreza klubowa w piątek, maraton polkowicki w sobotę, maraton lubiński w niedzielę... a ja w domu.

Tak się złożyło, że gdy obecnie nie trenuję, praktycznie w ogóle nie jeżdżę rowerem. I pewnie zignorowałbym i dzisiejszy Rajd Trzech Jezior legnickiego OSiRu, gdyby nie namowa Bartka, co do którego nie byłem pewien, czy w ogóle przyjedzie.
Ale po kolei.

Wstałem tuż po 9. rano, zostawiając sobie odpowiednią rezerwę czasu na wyprowadzenie psa na spacer i decyzję, czy w ogóle jechać. Nie padało, a jedna z wersji prognozy ICM ("zielona") mówiła o deszczu dopiero po 14. Tak więc zaryzykowałem i zmusiłem się do wyjścia na rower.

Przed Ośrodkiem Sportu i Rekreacji pojawiłem się za piętnaście jedenasta. Po krótkiej wizycie w biurze, gdzie przywitałem się z panem dyrektorem (tradycyjnie, też jechał w peletonie na rowerze) zapisałem się na dzisiejszą imprezę, odebrałem pamiątkowy znaczek i udałem na "start". Tam spotkałem silną grupkę z legnickiego wątku forumrowerowe.org. Po przywitaniu z Wiktorem, Markiem i Michałem zrobiło mnie się nieco głupio, że jeden przyjechałem bez kasku (jak nigdy!). Błąd jednak naprawiłem - wróciłem się do domu i za pięć jedenasta byłem już na miejscu startu. Zdążyłem nawet zamienić parę słów ze znajomym fotoreporterem z Lca.pl, a nawet załapać się na kilka zdjęć - panie Wojtku, dzięki! ;-)




[ (c) Wojciech Obremski ]

Był i fotograf z legniczanin.pl, jednak jako że nie przepadam ani za tym portalem, ani za samym fotoreporterem M.G., uprzedziłem złowrogim tonem "tylko żadnych zdjęć na Legniczaninie!". Bądź co bądź, uszanował.

Po słowie wstępnym od dyrektora i przemowie przewodniczącej Rady Miejskiej, wyruszyliśmy punktualnie o 11 na trasę podobną do tej sprzed dwóch lat. Mimo tego, że Rynek jest już po remoncie, rundy honorowej nie było. Z deptaka skręciliśmy od razu w ul. Młynarską i, tu dla mnie nowość, w końcu nie prowadziliśmy rowerów przez wiadukt, a przejechaliśmy przez pasy - oczywiście pod eskortą drogówki na motorach. Przeparadowaliśmy przez duży, zabytkowy legnicki park i dalej, ul. Bielańską (gdzie ni stąd, ni z owąd po wcześniejszym telefonie pojawił się Bartek) i Okrężną wyjechaliśmy do Parku Bielańskiego i - kolejna nowość - na wybudowaną ostatnio ścieżkę rowerową z os.Kopernika na os.Piekary.

Dalej standardowo, Koskowicką do Koskowic, gdzie na pierwszej krzyżówce Pan Władza musiał przypomnieć o swej obecności, wygłaszając przemowę o nieprzekraczaniu osi jezdni, nieomijaniu wysepek i otwartym ruchu drogowym. Odnośnie wysepek, nie wiedzieć czemu poczułem, że akurat ta część przemowy była skierowana do mnie ;-)

Kolejnym przystankiem na blisko dwudziestokilometrowej trasie rajdu było Jezioro Koskowickie - pierwsze z trzech jezior Pojezierza Legnickiego, stanowiących tło całej imprezy. Legenda głosi, że w tym głębokim na trzy metry, w większości już zarośniętym jeziorku, wracający z pola Bitwy pod Legnicą w 1241 r. Tatarzy zatopili głowę księcia Henryka Pobożnego. Dziś jednak, w deszczowy, chłodny dzień, chyba nikt spośród 68 rajdowiczów nie myślał w tym miejscu o legendach, gdy pod rozłożonym namiotem OSiR częstował pieczonymi ziemniakami z masełkiem. Degustacja trwała dobre 20 minut, przez które zdążyliśmy i zamienić słowo ze świeżo upieczonym legnickim maratończykiem (jak mówił, wczoraj pierwszy raz w życiu startował w Polkowicach) i w ramach walki z chłodem wyskoczyć do Grzybian i z powrotem.

Po drodze nad drugie jezioro, do Jaśkowic Legnickich, porozmawiałem chwilę z panem Frankiem, z którym w ubiegłym roku po OSiRowym rozpoczęciu sezonu wybraliśmy się lasami do Lubina i z powrotem. Obgadaliśmy trochę lubinian, którzy nieźle zamieszali ze swoim maratonem (nikt nie wiedział, że w tym roku będzie, bo wcześniej zaprzeczali, że będzie, a jak już miał być, nikt go dobrze nie rozreklamował - wstyd!), wymieniliśmy trochę informacji z kolarskiego półświatka i... pojechaliśmy w swoje strony. Genialnie wymyśliłem bowiem, że aby uniknąć kąpieli błotnych nad Jeziorem Jaśkowickim sprzed dwóch lat, peleton pojedzie terenem, a my wyprzedzimy ich szosą. Efekt był taki, że gdy tylko grupa wjechała na drogę gruntową, a my ruszyliśmy z krzyżówki drogą do wsi, Bartek przebił oponę. Na szczęście, jak to z tubelessami bywa, ubytek szybko się czymś zakleił i naszą forumowo-bikestatsową grupką odszczepieńców mogliśmy kontynuować jazdę. Objechaliśmy jezioro od strony wsi i, że żadnego błota nie było, dojechaliśmy do grupy, która... zrobiła sobie przystanek niedaleko miejsca, w którym ją opuściliśmy i ruszyła, gdy dotarliśmy. Niczego nie straciliśmy - pieczonych warzyw tu już nie serwowano ;-)

Od Jeziora Jaśkowickiego, kiedyś znanego ośrodka rekreacyjnego z gondolami i restauracją na brzegu, a dziś służącego chyba tylko wędkarzom, już tylko chwila do Kunic - znanego podmiejskiego letniska z dużym jeziorem, a jakże, Kunickim. Dojechaliśmy tam nowo wyremontowaną drogą. Na miejscu, w bazie Ośrodka Wypoczynkowego "Posejdon" Huty Miedzi Legnica czekała na nas gorąca grochówka i herbata, a na najmłodszych rowerzystów gry, zabawy i konkursy. Jako młodzież starsza, odpuściliśmy sobie jednak z kolegą te rozrywki i niedługo po konsumpcji pognaliśmy do Legnicy.



W Krossie nie mam nawet licznika, podaje więc tylko kilometry wg bikemap. Pozdrawiam liczną ekipę legnicką z forum - fajnie, że mieliśmy w końcu okazję się spotkać. Do następnego razu.

"Witaj, maaajowa jutrzenko..." ;-)

Niedziela, 3 maja 2009 · Komentarze(0)
Rodzinna Majówka Rowerowa z OSiR
z epilogiem dłuższym od samej imprezy ;-)



Poprzedniego wieczoru postanowiłem, że popełnię dziś kolejny już w swojej "karierze" udział w rajdzie z legnickim OSiR. Jak postanowiłem, tak zrobiłem - zbudzony rano o ósmej, wysłuchałem jednej ze swoich ulubionych radiowych audycji (MR - Tajemnice z Worka Liczyrzepy - dziś był 2. odcinek o skarbach ukrytych podczas wojny w Ostrzycy Proboszczowickiej), wyprowadziłem psa i tuż po 10. ruszyłem. Wcześniej dostałem cynk od Wojtka, że wbrew wczorajszym wyrzeczeniom pojawi się na rajdzie, gdyż został nań wyciągnięty przez koleżanki.

Pod OSiR pojechałem przez Orła Białego i pl.Wilsona. Mimo tempa zwróciłem swą uwagę na pomnik lwa legnickiego, pod którym zrobiło się biało-czerwono, i nie mam tu bynajmniej na myśli narodowych flag ;) Na jednym z miejskich portali było nawet niedawno zaproszenie na niedzielne wycieczki z KKG Zywer właśnie o dziesiątej spod lwa. Tu nie zgadzała się tylko godzina - było gdzieś 15 po dziesiątej. Sprawy się rozjaśniły, gdy czekając na światłach spostrzegłem obydwu trenerów kolarskiej młodzieży naszego miasta pędzących chodnikiem na miejsce zbiórki.

Pognałem więc i ja na swoją zbiórkę. Zanim dojechał kompan, objechałem jeszcze nową część Galerii Piastów i kino Helios. Po 10:30 zapisałem się na rajd, odebrałem okolicznościowy znaczek (tym razem zamiast naklejek) i talon żywnościowy. Przy wyjściu ku swojemu zdziwieniu spotkałem kolegę z liceum, z którym nie widzieliśmy się od roku. Okazało się, że Daniel też jedzie do Jezierzan. Rozmowa nie trwała długo, bo dopadli mnie na przepytki dziennikarze z legnickiej telewizji kablowej. Tak jak cenię niektórych legnickich dziennikarzy (szczególnie znajomych), tak ów telewizji i pewnego radia w istocie nie trawię. Ale cóż, takie już życie sławnych kolarzy ;), odpowiadałem więc cierpliwie na nie najwyższych lotów pytania.

Punktualnie, czyli siedem minut po planowanym czasie odjazdu powitał nas pan prezydent (niech żyje, niech żyje, niech żyje!) oraz pani przewodnicząca Rady Miejskiej. Po przemowach można było wyruszyć w asyście Legnickiej Orkiestry Dętej i policji. Przed samym wyjazdem jak zawsze sympatyczny dyrektor Ośrodka poinformował nas, że tym razem przez remont Rynku wyjeżdżamy w drugą stronę, na ul. Zamkową. Nie dotarło to chyba do orkiestry, która przy naszym starcie pomaszerowała w stronę Katedry ^^

Pod eskortą Policji niczym święte krowy wyjechaliśmy obok kościoła św.Jana, ul. Senatorską i Działkową. Za miastem zaś zajmując zaledwie połowę jezdni ;-) dojechaliśmy do ośrodka w Jezierzanach zwyczajną drogą przez Bobrów, Pątnówek i Jakuszów. Tempo było wolniejsze niż ostatnio - tym razem 9 km/h, uczestników "na oko" 60-70. Później jednak podrasowałem wynik ;-)

Po wymianie kartki na pieczoną kiełbaskę oraz napełnieniu bidonu, począłem obmyślać plan pojechania gdzieś dalej. W grę wchodziły Rokitki albo Lubin. Wojtek, wyraźnie zajęty towarzystwem dziewcząt ;p nie reflektował na dalszą jazdę. Co więc zrobiłem? Zagrałem odważnie - zagadałem o starty w maratonach starszego pana w koszulce Skandii (tak w ogóle, "umundurowanych" cyklistów było nas w ogóle sześciu, z czego ja jeden w barwach klubowych - co niestety wcześniej ściągnęło mi na kark tv). Słusznie, bo po dłuuugiej pogawędce w sumie nawiązała się znajomość - tak poznałem pana Franciszka, nestora legnickich maratończyków :)

O 13., wcześniej odprowadzając mojego kolegę Daniela do Legnicy, pojechaliśmy, czy właściwie śmignęliśmy lasami (leśna 11, Pieszków, Osiek) na Lubin pod siedzibę LKR Biker, w którego barwach do niedawna startował pan Franek, stamtąd zaś - równie szybko - wróciliśmy przez lasy, ale trasą przez Chróstnik, Lisiec, Bukowną, Niedźwiedzice i Miłkowice. O 16 minęliśmy OWŚ Jezierzany, gdzie bawiła się jeszcze grupka niedobitków z imprezy, kwadrans później zaś spod zamku rozjechaliśmy się w swoje strony.

I tak z niepozornego rajdu zrobiło się 87 kilometrów. Tylko z obawy przed "odcięciem prądu" gdzieś w połowie drogi do Tyńca nie wracam tam dziś rowerem, bo czuje się podejrzanie dobrze. Zajęcia mam na 8:15, zabieram się więc na Leśnicę jednym z pierwszych porannych pociągów, stamtąd zaś rowerem do Tyńca.

rajd rowerowy Szlakiem Bitwy Legnickiej z OSiR

Sobota, 20 września 2008 · Komentarze(1)
Mała rzecz, a cieszy ;-) Tym razem nie maraton pod tytułem rajd - po prostu
rajd rowerowy Szlakiem Bitwy Legnickiej
z OSiRem z okazji Dnia bez Samochodu.

Przed Ośrodek Sportu i Rekreacji stawiam się za dwadzieścia jedenasta. Puszczam sygnał do Wojtka - przybywa po dziesięciu minutach. Przed ośrodkiem gromadzi się garstka rowerzystów, między innymi klub Ekorama z Huty Miedzi. Prawdziwą frekwencję napędza jednak wieeeelka grupa pierwszoklasistów którejś z legnickich podstawówek wraz z paniami nauczycielkami :) To zwiastuje tradycyjną prędkość na wycieczce z OSiRem, której jadąc w takim tłumie naprawdę się nie czuje :-)

Za pięć jedenasta kolumna szykuje się do startu. Wcześniej przybywa fotograf z lca.pl - nawet załapałem się na jedną fotkę ;p Chwila na przemowę wiceprezydenta Legnicy ("łubu dubu, niech nam żyje prezes klubu" ;p), następnie pana dyrektora i lecimy :D Tym razem OSiR nie wyposażył nas w mapki tak jak na wiosnę (skan nawet wstawiłem wtedy na bikelog - klik, dlatego pomogę chętnym do zaliczenia naszej dzisiejszej trasy mapką własnej roboty na bazie Zumi.pl. (klik)
Wyjazd z miasta różnił się nieco od wiosennego "Rajdu Trzech Jezior" - przez rozłożenie przy fontannie Neptuna bazy remontowej nie było rundy honorowej dookoła Rynku, za to dzięki uczynności naszej kochanej drogówki małe i duże dzieci ;-) nie musiały targać rowerów przez wiadukt - do parku wjechaliśmy po pasach na Witelona. Dalej przejazd główną aleją i na Bielańskiej gigantyczny dla niektórych podjazd pod wał i równie kolosalny zjazd :-) Jeszcze dalej zaś, z miasta wyjechaliśmy Okrężną, gruntówkami wśród działek i garaży i Koskowicką do Bartoszowa.

Najlepsze jednak przed nami - czerwony szlak Bitwy Legnickiej 1241 r. dał najmłodszym uczestnikom wyprawy w kość. Były nagłe akcje, nie obyło się bez kilku gleb. Na szczęście wszyscy cali i zdrowi przemieszczali się od jednego miejsca postoju do drugiego. Prawdziwy hardkor czekał jednak wszystkich na ostatniej prostej - zgodnie z nową świecką tradycją 2 kilometry przed zjazdem na wiadukt nad autostradą miejscowy chłop zaorał kilkadziesiąt metrów drogi... Tyle pocieszenia, że sprawiedliwości stało się zadość i na rozjechanym dziś kawałku kartofliska raczej nic prędko nie urośnie.

Do bazy OSiRu w Legnickim Polu dojechaliśmy po dwóch godzinach od startu. Dzieciaki zadowolone z impetem przekroczyły bramę campingu, a my zaraz za nimi. Nikomu nie chciało się narzekać na pogodę i na znak protestu zatrzymywać przed samą metą ;p

Skosztowaliśmy z Wojtkiem przygotowanego przez organizatorów poczęstunku (w roli głównej kapuśniak) i po chwili odpoczynku gonieni czasem wróciliśmy do Legnicy. W imię ratowania dzisiejszej średniej, która w Legnickim Polu wynosiła niewiele ponad 11 km/h jak szaleni zjechaliśmy do miasta z góry Widok, obok Gniewomierza i fabryki Lenovo. Jaworzyńską, Stromą i parkiem (z przejazdem przez górkę saneczkową) wróciliśmy do domów ;p

To nie koniec obchodów dnia bez samochodu w Legnicy - "Konkrety" donoszą, że w poniedziałek chętni mogą podróżować bezpłatnie po mieście autobusami MPK za okazaniem dowodu rejestracyjnego i prawa jazdy, natomiast o 15 klub kolarstwa górskiego zaprasza na przejazd po mieście (zbiórka na boisku bocznym w parku). O ile deszcz nie przeszkodzi, skorzystam z drugiej propozycji. W końcu co za różnica śmigać po mieście szybko i w pojedynkę, czy wolniej i całym stadem ;-)

PS. czytelnikom gratuluję wytrwałości ;-)