Pogoda idealna na teren. -5 na termometrze , czyli mróz do zniesienia, za to błoto nie ma szans. Nie mogłem więc odpuścić sobie choć krótkich odwiedzin Lasku Złotoryjskiego, tym bardziej, że ostatnio byłem tam chyba ze 2 miesiące temu. I nieważne, że wyjechałem o zmroku (15:45) - ważne, że wygrałem ten wyścig z czasem ;-)
trasa: dom - park - Jaworzyńska - Lasek Złotoryjski (kółeczko) - Rybnicka - Żołnierska - Lotnicza - Hutników - Nowy Świat - Anielewicza - centrum - Wrocławska - Kręta - Fabryczna - al.Piłsudskiego - kółeczko po os. Kopernik - al.Piłsudskiego - Fabryczna - park - dom
Jutro jeszcze chłodniej, -10, a odczuwalna do -15*C. Za zimno na cokolwiek za miastem (czytaj: czas zainwestować w bidon termiczny ;-) ), więc skończy się chyba na kilkudziesięciu minutach w lasku.
Wyjazd po 9. rano główną główną drogą w kierunku Bolesławca. Na dworze zimno i szaro. Po prawie 25 km pod wiatr (za to przy małym ruchu aut) skręciłem w lewo na wioski. Następnie, na wysokości autostrady odbiłem na niezaliczoną dotąd szosę Chojnów - Złotoryja. Dalej już znaną drogą: za wjazdem do Złotoryi w lewo i dalej wzdłuż torów i Kaczawy do Jerzmanic-Zdroju. Stamtąd zaś, po godzinnej przerwie, wróciłem do Legnicy pociągiem.
Ponieważ to już mój ostatni rowerowy wypad przed świętami, wszystkim czytującym mojego bikeloga życzę zdrowych, spokojnych i wesołych świąt
Miało być inaczej, a konkretniej ładna trasa z Legnicy przez Babin, Winnicę, Krotoszyce i dalej po pętli lubiatowskiej. Skończyło się na tym, że po powrocie ok. 11:00 z porannego egzaminu w WORD (teoria zdana za 1 razem) postanowiłem się zdrzemnąć i tak teleportowałem się w czasie do 15:00. Gdy na dobre doszedłem do siebie było już ciemno, więc nie pozostało mi nic, tylko trenować na ulicach miasta. Prawie 1,5 godziny krążyłem po głównej alei parku (btw: pozdrawiam biegaczy).
Pod koniec jednak zachciało mi się przejechać jeszcze raz obwodnicę. Ledwo dojechałem na Złotoryjską i skręciłem w kierunku os. Asnyka, gdy na Artyleryjskiej natknąłem się na autobus prowadzony przez znajomego, na dodatek z Wojtkiem na pokładzie. Co dalej łatwo się domyśleć. Szybka zmiana planów, minuta postoju na przystanku naprzeciw policji i umawiamy się za niecałe pół godziny na drugim końcu miasta. A więc pierwszy raz od dawna spontaniczny pojedynek z serii Morpheo versus MPK! Solaris swoją trasą (16) jechał prawie pół godziny, ja zaś swoim Krossem przez Artyleryjską, Rataja, Oświęcimską, park, Fabryczną, prawie całą Piłsudskiego i Wierzyńskiego do pętli za szpitalem jechałem 3 minuty krócej. Od razu przypominają się podobne wakacyjne wygłupy.
Po kilkunastominutowej przerwie za szpitalem powtórka z rozrywki, tym razem na wspólnej trasie. Żeby była jasność - to ja jechałem miastem, nie autobus przez park ;-) Do Witelona, gdzie spotykam się z Wojtkiem, dojeżdżamy wspólnie. Kolejnych kilkanaście minut nawijamy po drodze z przystanku na Pocztową (najwyższy czas na rozjazd po treningu i "bonusie"), później zaś trafiam do domu. Rower idzie w odstawkę, a ja do komputera sprawdzić rozkład PKP - w końcu jutro powrót w uczelniane mury. Względnie beton, szkło i stal zamiast właściwych murów - budynek D WPAiE UWr górą ;-)
Muszę wyjeżdżać wcześniej i zmobilizować się do robienia zdjęć. Inaczej przy podobnej wenie prędko wykończę i bazę danych, i przygodnych czytelników...
Z domu na os. Kopernika całą ścieżką wzdłuż al. Piłsudskiego, dalej al. Rzeczypospolitej na lotnisko, stamtąd ul.Nowodworską i Jaworzyńską na ścieżkę wzdłuż zachodniej obwodnicy miasta (mój ulubiony odcinek nocny), z obwodnicy zaś przez Domejki, Chojnowską, Żołnierską i Asnyka na Tarninów - czyli z powrotem do domu. Trasa wyszła idealnie - równe 60 minut.
I w ten sposób, gdzieś na ulicach Legnicy, stuknęło u Morpheo tegoroczne 7000 km.
W ramach sobotniego treningu szybka podróż z Wrocławia do Legnicy. * - właściwie nie tyle Wrocławia, co Tyńca Małego, ale co to za różnica.
Już 3 tygodnie nie odwiedzałem miasta i rodziców. W mieście trochę się zmieniło - ścieżka rowerowa wzdłuż os. Kopernika jest już skończona, mury nowej siedziby Worbike'a na Fabrycznej pną się do góry, z Koziego Stawu pierwszy raz od lat jest spuszczona woda... Taki krótki przejazd przez miasto (na dodatek, z racji rozjazdu, z wyłączonymi od stacji Piekary licznikami), a już tyle nowego. Na szczęście w domu wszystko po staremu.
Kross w Legnicy pozostanie już do 5 stycznia. Nie przeszkodzi to w moich wtorkowo-sobotnich treningach. W najbliższy wtorek przyjeżdżam zdawać teorię z prawa jazdy kat. B (pierwszy raz, trzymajcie kciuki), więc znajdzie się czas i na rower. W sobotę za to będę już odpoczywać od uczelni na przerwie świątecznej. Licząc na to, że na jedynym poniedziałkowym wykładzie z mikroekonomii profesor będzie wyrozumiały i nie puści listy ;-)
Trening połączony z rekonesansem ciekawych zakątków Gminy Święta Katarzyna. Będę musiał w sezonie letnim powtórzyć tą trasę w zwolnionym tempie z aparatem i może jakimś towarzystwem, bo naprawdę, odcinek św. Katarzyna-Wrocław ma potencjał turystyczny. Zresztą już nie raz Trestno gościło we wpisach na bikestats... :-)
Tyniec Mały - Domasław - Księginice - Szukalice - Rzeplin - Suchy Dwór - Żerniki Wrc. - Smardzów - św. Katarzyna - Siechnice - Blizanowice - Trestno (jedyna normalna przerwa na pętli 120) - Mokry Dwór - Wrocław (Opatowice - pl. Dominikański - rejon dworca - Gaj) - Wysoka - Karwiany - Komorowice - Księginice - Domasław - Tyniec Mały
Błędem było, że nie wyjechałem zgodnie z planem na Brochów i dalej Iwiny, Żerniki i Biestrzyków. Musiałem pchać się przez wrocławskie korki i światła, które skutecznie zaniżyły całkiem fajną średnią prędkość (w Mokrym Dworze 26 km/h). Na pocieszenie zostaje fakt, że samochody jechały przeważnie wolniej ;-)
Tyniec nad Ślężą i Jordanów Śląski czyli tour de gmina Kobierzyce
Słoneczne, a jednocześnie mroźne (i dobrze, bo zamarzło błoto na wyjazdówce z domu :) ) sobotnie przedpołudnie poświęciłem na dokładne objechanie gminy Kobierzyce, wraz z zahaczeniem o sąsiednie miasteczko - Jordanów Śląski. Wyjazd był połączeniem wycieczki z realizacją sobotniego treningu z planu. Trasę dobrałem tak, by zajęła razem z rozgrzewką i rozjazdem zajęła nieco ponad 2 godziny, zaś dwie przerwy - w Tyńcu n/Śl i pobliskim Jordanowie - wypadły niemal w połowie trasy. Ponieważ googlemaps "nie widzi" większości lokalnych dróg, a nie dysponuję żadną mapą gminy ani powiatu wrocławskiego (czas poszukać namiarów na PTTK), plany musiałem oprzeć w dużej mierze na schemacie autobusów miejskich z Wrocławia. Słusznie, bowiem tam, gdzie docierają linie Sevibusu, tam też faktycznie biegnie asfaltówka, nierzadko dobrej jakości.
Po raz pierwszy od dawna zabrałem ze sobą focidło. Na zdjęcia co prawda nie miałem zbyt wiele czasu, jednak może to i lepiej - na przykład do takiego Pustkowa Żurawskiego będzie po co wracać w któryś ze spokojnych, wolnych od treningu poniedziałków lub czwartków...
A poniżej chyba największa atrakcja dzisiejszej trasy - kościół z 1250 r. w Tyńcu nad Ślężą pod jakże słusznym wezwaniem mojego imiennika - św. Michała ;-)
kol(ej)arz ;-))
2007 - powrót na rower po 15 latach przerwy.
2008 - pierwszy wyścig, dołączenie do MTB Votum Team Wrocław
2009 - 7 Bike Maratonów na koncie, maraton w Lubinie, no i ukończona na 11 miejscu etapówka :)
2010 - sezon przerwała nieoczekiwana zmiana sytuacji życiowej i dość absorbująca praca. Koniec ścigania
2011 - mała stabilizacja i powrót na rower, pierwszy wyścig po przerwie
2012 - rok "turystyczny", na początku oczekiwana zmiana miejsca pracy, na końcu - równie oczekiwane przeniesienie służbowe i przeprowadzka do Kłodzka :)
2013 - "zadomowienie" w Kotlinie Kłodzkiej, parę ciekawych wycieczek
2014 - rok praktycznie bez roweru
2015 - powrót już chyba na dobre do Wrocławia, kolejny powrót na rower!
Bikestats towarzyszy mnie od pierwszej "współczesnej" jazdy 22.07.2007.
pole rażenia: http://zaliczgmine.pl/users/view/1102