Kaczorów

Niedziela, 1 lipca 2012 · Komentarze(1)
Wiedząc o prognozowanej na niedzielę wyjątkowo ładnej pogodzie i wolnym dniu po z reguły spokojnej nocnej zmianie w pracy, ogłosiłem dzień wcześniej w legnickim wątkum forum rowerowego, iż zapraszam chętnych na wyjazd około dziesiątej rano. Zachęcać do jazdy nie trzeba było długo - już po godzinie od wpisu, po krótkiej wymianie smsów, umówiliśmy się wstępnie z Olkiem, że jutro jedziemy gdzieś dalej. Nie przewidziałem wówczas porannego załamania pogody oraz tego, że zaproponuję przez nie przesunięcie wyjazdu na późniejszą godzinę. Olek też tego nie przewidział ani nie sprawdził forum i tym sposobem o 10:15 telefonował do mnie ze skrzyżowania, gdzie jestem, podczas gdy ja, zaskoczony, siedziałem w domu...

Punkt 12:20, gdy rozpogodziło się zupełnie, przyjechałem na skrzyżowanie Jaworzyńskiej z Nowodworską, gdzie czekał już Marek. Zdecydowaliśmy, żeby czekać do 12:45, gdyby jednak znaleźli się jeszcze chętni na wspólny wyjazd. Oczekując czasu odjazdu, bawiłem się telefonem m.in. sprawdzając forum i bawiąc się konfiguracją GPS, w międzyczasie dywagując z Markiem, którędy by tu udać się na Świerzawę - pierwotnie, nie bez problemów, zaplanowany cel. Tymczasem, niespodziewanie podjechał przywitać się z nami Andrzej, obwieszczając że wyjeżdża właśnie do Janowic Wielkich. Chwila konsultacji sprawiła, że znaliśmy już dokładny przebieg trasy do przemierzenia: najpierw "odprowadzamy" Andrzeja do Kaczorowa, później zaś odbijamy na Wojcieszów i Świerzawę.



Nasza trzyosobowa karawana wyruszyła z Legnicy kwadrans przed pierwszą. Tłuczenie się dość interwałowym odcinkiem przez Bogaczów, czy Stanisławów zastąpiliśmy jazdą naokoło, przez Stary Jawor i Chełmiec. Dzięki przerwie na posilenie się, w Piotrowicach, mimo swojej w zasadzie lichej formy, udało mnie się pokonać podjazd bez przeszkód :) Nie za szybkie na tym odcinku, nie licząc zjazdów, tempo jazdy wynagradzały widoki, które chętnie uwieczniałem na zdjęciach:

w stronę Jawora

w stronę Myślinowa

i... przed siebie

w oddali widać Śnieżkę (koło Mysłowa)


Niespiesznym tempem ale wytrwale, z kilkoma krótkimi zatrzymaniami po drodze, drogami ze śladową ilością aut (nie licząc krótkiego zjazdu krajową 3) dotarliśmy do Kaczorowa ok. 15:30. Tam rozstaliśmy się z Andrzejem, po czym odbiliśmy na Wojcieszów i wkrótce, przejeżdżając nieopodal Góry Miłek


dotarliśmy na zaporę na Jeziorze Kaczorowskim


Jezioro nie powala gabarytami, przypomina raczej stawik. Nic dziwnego, skoro to tzw. suchy zbiornik na potoku, który zbiera kilka mniejszych strumieni. Ów strumienie właśnie od tej zapory zwą się dobrze nam znaną, dającą nazwę pobliskiemu pasmu gór Kaczawą. Więcej o źródłach Kaczawy w dość przystępnej formie wyjaśnia strona Klubu Turystyki Pieszej "Sznurówa" - polecam, ciekawe.

Ów kaczawski strumyczek w sytuacji powodziowej musi stwarzać dla Wojcieszowa, którego środkiem się wije, nie lada zagrożenie, skoro upust przelewowy ze zbiornika umieszczony jest naprawdę wysoko:


Po blisko dziesięciu minutach spędzonych na zaporze udaliśmy się żwawym już tempem (w końcu w dół ;-) ) do Świerzawy, gdzie tutejsza Biedronka niepierwszy raz ratuje życie strudzonych długą trasą cyklistów. Obawiałem się, czy sklep nie będzie już zamknięty, jednak nawet w niedzielę świerzawski market pracuje od 10 do 20. Ze Świerzawy wybraliśmy drogę przez Gozdno, Biegoszów i Wilków, a stamtąd szutrowym, a później asfaltowym, mało popularnym skrótem do Rokitnicy.

Do Legnicy wjechaliśmy naokoło, przez Sichów, Winnicę i Babin, chcąc zajechać do myjni na Auchan, by obmyć rowery z kurzu. Wycieczkę zasadniczo zakończyliśmy właśnie na myjni, gdzie każdy z nas pojechał w swoją stronę. Wybiła wówczas dziewiętnasta.

Dziękuję za uwagę ;-))

Komentarze (1)

ładne zdjęcia wyszły z tej komórki :)

rennsport 16:36 poniedziałek, 2 lipca 2012
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!